Jedzenie na poprawę nastroju?

 

https://news.uga.edu/parenting-intervention-can-result-in-lower-bmis/

 

Czekolada jest dobra na wszystko. WHO zdecydowanie powinna zmienić zalecenia żywieniowe i wpisać lody jako pełnowartościowy posiłek. Znam kilkoro dzieci, które by ta wiadomość niezwykle ucieszyła. Dorosłych też.

Ale na poważnie –  są badania pokazujące, że rodzice mają jednak wpływ na to, czy ich dziecko będzie otyłe i czy będzie zmagać z konsekwencjami tego w przyszłości.

Ale nie tylko o kilogramy chodzi. Po jedzenie sięgamy w celu regulacji emocji. Jeśli jest źle, smutno, frustrująco, ponad siły – jemy coś smacznego. Należy się, kalorie nie są ważne. Wartości odżywcze też nie.

A gdyby pomyśleć, że podobnie postępują rodzice bardzo małych dzieci? Opiekując się maluchami, niemowlętami nawet, mamy do czynienia w bardzo żywymi i pierwotnymi emocjami. Nie jest łatwe, bywa ponad siły, bywa frustrujące. Czasami rodzicowi jest też źle, kiedy widzi swoje dziecko cierpiące. Im jest ono młodsze, tym trudniej. I dziecku, i rodzicowi. Może można się zastanowić, czy czasami karmienie piersią nie jest tym momentem, kiedy dziecko dowiaduje się, że jeśli coś czuje, jeśli ma jakąś trudność (np. z zaśnięciem lub uspokojeniem się),  dostanie pierś, czasem natychmiast i zawsze? Dowiaduje się więc, że emocje są nie do wytrzymania. I że żeby sobie z nimi poradzić potrzebna jest matka. Ono samo takich możliwości nie ma.

Jasne, że trudno znaleźć moment, kiedy dziecko zbliża się lub przekroczyło próg frustracji i kiedy trzeba mu pomóc. Jedząc z piersi czy butelki dziecko też dosłownie i symbolicznie odwraca się do świata plecami. Może odpocząć. Może skupić się na sobie, na relacji z osobą karmiącą. Rzecz w tym, czy czasami jednak nie jest też tak, że pierś jest dobra na wszystko tak samo jak czekolada? Czy nie jest zamiast?

 

Dlaczego czasami psychoterapia się nie udaje?

Jakby połowa pacjenta była w terapii

Jednym z głównych zarzutów wobec terapii jest to, że nie można zbadać jej skuteczności. To plus doświadczenia osób niezadowolonych z przebiegu leczenia skutkuje wnioskiem, że psychoterapia (a zwłaszcza psychoterapia analityczna) są stratą czasu i pieniędzy.

Terapia jest leczeniem. Rozpoczynają ją ludzie, którzy z jakiegoś powodu czują się nieszczęśliwi, zablokowani, tkwiący w nieszczęśliwych relacjach i sytuacjach, zmagający się z różnorodnymi objawami. Do psychoterapeuty nie przychodzą ludzie szczęśliwi. Dlatego to ważne, żebyśmy lepiej rozumieli, co czasami idzie nie tak w procesie terapeutycznym. Bo że tak się zdarza, to pewne. Każdy, najbardziej doświadczony i mądry terapeuta miał pacjentów, którzy zakończyli pracę bez poczucia poprawy lub w gorszym stanie niż zaczynali. Odejść z terapii czując się gorzej niż na początku to kiepska sytuacja. Bywa, że o terapii myśli się jak o ostatniej desce ratunku i jeśli ta zawiedzie, człowiek ma prawo czuć się podle. Co więc zawodzi? Co się dzieje lub nie dzieje?

Ciekawe badania przeprowadzono na uniwersytecie w Sztokholmie. Terapeuci zostali poproszeni o opowiedzenie o „nieudanych procesach” (ten cudzysłów nie jest przypadkowy, jeszcze do rozumienia nieudanego wrócę). Omówiono 8 tego typu procesów. We wszystkich przypadkach pacjentki – kobiety poniżej 26 roku życia – nie doświadczyły poprawy, a w trzech nawet czuły się gorzej. Powodem zgłoszenia się do terapii (psychoanalitycznej) były takie objawy jak depresja, lęk oraz niska samoocena. Terapeutki z kolei (również jedynie kobiety) miały średnio 53 lata, różny staż pracy oraz wiele sukcesów w prowadzeniu psychoterapii na koncie.

Badaczom zauważyli, że to co powtarzało się we wszystkich tych nieudanych procesach to entuzjazm terapeutki, jej poczucie, że pacjentce można pomóc, po którym następowało stopniowe wycofywanie się pacjentki. Z perspektywy psychoanalitycznej można to wytłumaczyć w ten sposób, że terapeuta buduje przymierze z tą częścią pacjenta, która jest otwarta, chętna do pracy i zmiany, refleksyjna i pełna nadziei. Jednak z jakiegoś powodu nie można zobaczyć i poczuć drugiej strony pacjenta – wycofanej, przestraszonej, przerażonej zmianą, a czasami zapiekłej w swoim cierpieniu. Niedocenie tej drugiej strony może skutkować tym, że proces terapii się nie powiedzie.

Co to oznacza mówiąc po ludzku? Na przykład przychodzi do terapeuty człowiek pogrążony w depresji, doświadczający złego traktowania w pracy, mówi o wypaleniu zawodowym, żali się na współpracowników. Chciałby zacząć czuć się lepiej, spać normalnie, wtedy mógłby zmienić pracę. I teraz, jeśli zaczniemy pracować jedynie z tym, co widać, jeśli zajmiemy się wyłącznie objawami może się okazać, że pacjent rzeczywiście poczuje się lepiej (pewnie i tak by się poczuł, z terapią, lekami lub bez), znajdzie inną pracę i za dwa lata znajdzie się w bardzo podobnym punkcie życia – ludzie wokół będą źli, praca beznadziejna, doba stanie się bardzo długa i bezsenna. Jeśli natomiast objawy nie ustępują można się zastanawiać, czy jednak nie pełnią ważnej funkcji, czy jakoś człowieka nie chronią przed jeszcze większym cierpieniem. Być może poczucie nudy i wypalenia maskuje agresję. Być może lepiej jest czuć, że jest się słabym i bezbronnym niż uznać, że jest się też wściekłym. Że może ludzie, z którymi spotykamy są dla nas niemili, ale my również ich szczerze nie znosimy. Być może nie można zmienić pracy, bo wtedy trzeba by się skonfrontować z sukcesem, trzeba by stać lepszym niż ojciec, zrobić coś, na co on się nie odważył.

Żeby się wreszcie leczyć skutecznie, trzeba stworzyć więź z terapeutów, być z nią lub z nią w relacji. A to z kolei może być wiele nieprzyjemnych uczuć i dawno zagrzebanych wspomnień. Być w relacji to być słabym, zależnym, uznającym zasady narzucane przez drugą osobę. To czasami możliwość negocjowania, a czasami nie. To wreszcie ryzyko, że tamta osoba zniknie, odejdzie, wyjedzie, zmieni miejsce pracy, zajdzie w ciąże i będzie musiała przerwać terapię. I tak dalej, i tak dalej.

Wiele jest powodów, dla których terapia się nie udaje. Tak jak wiele jest niewidocznych na pierwszy rzut oka powodów, które skutkują objawami. Każdy człowiek ma jakąś historię, którą wnosi do terapii. Dlatego też ten sam objaw będzie oznaczał coś innego u różnych ludzi. I jeśli jesteśmy choć trochę ciekawi, mam nadzieję na zmianę (znowu- choćby niewielką) i zdolność do wytrzymywania frustracji, terapia zwykle okazuje się fantastyczną podróżą.

badania

Czym jest psychoterapia?

Do gabinetu trafiają osoby, które już wcześniej były konsultowane przez innego specjalistę (np. psychiatrę) i otrzymały tam wskazanie do zgłoszenia się na psychoterapię. Lub też przymierzają się do terapii już jakiś czas, są zdecydowane na pracę terapeutyczną i poszukują dla siebie dobrego terapeuty i dobrego miejsca.

Te osoby często już wiedzą, na czym polega proces konsultacji. Czasami też mieli już okazję popytać albo poczytać czym jest psychoterapia i czego mogą się po niej spodziewać, czego od niej oczekiwać. Czasami jednak jeszcze nie postawili sobie i terapeucie tego pytania.

Psychoterapia jest leczeniem poprzez rozmowę. Jest to rozmowa prowadzona według określonych zasad i reguł, z wykorzystaniem właściwych danemu podejściu terapeutycznemu schematów interpretacyjnych, procedur i narzędzi.

Zarówno teorie, na których bazują określone podejścia terapeutyczne, jak i stosowane procedury i narzędzia, były i są przedmiotem opisu i badań naukowych w ośrodkach terapeutycznych na całym świecie.

Psychoterapia jest budowaniem dostępu do emocjonalnego świata Klienta i nauką rozumienia własnych emocji.

Jest próbą zrozumienia mechanizmów, które rządzą naszymi zachowaniami; próbą dotarcia do przyczyn ukształtowania się takich reakcji i badaniem konsekwencji naszych działań.

Nie ocenia człowieka ani jego działań.

Jest pomocą w wypracowaniu bardziej adaptacyjnych form bycia w relacjach z samą/samym sobą i innymi ludźmi.

Psychoterapia jest próbą leczenia ran i blizn po – oczywistych (przemoc, wykorzystanie seksualne, bycie ofiarą agresji, uczestniczenie w traumatycznym zdarzeniu itp.), ale też bardzo dyskretnych – urazach psychicznych.

To i dużo więcej na stronie Mediatornia

Czym różnią się psycholog, psychoterapeuta oraz psychiatra?

 

Wcale nierzadko zdarza się, że pod koniec konsultacji pacjent pyta: A wypisze mi pani receptę? Dostanę od pani zwolnienie z pracy. Zdarza się również, że osoba pracująca w recepcji przychodni zdrowia umawia pacjenta do psychoterapeuty, choć ten wyraźnie prosił o wizytę u psychiatry. Bo w sumie co za różnica.

A jednak różnice są i w skrócie wyglądają tak:

Psychiatra – lekarz ze specjalizacją z psychiatrii, zajmuje się diagnozą oraz leczeniem farmakologicznym pacjentów dotkniętych chorobami oraz zaburzeniami psychicznymi, również wówczas, kiedy manifestują się chorobami ciała. Może więc wypisać receptę na lek oraz zwolnienie z pracy. W Polsce psychiatrzy nie prowadzą psychoterapii. Jest to praktykowane na przykład w Stanach Zjednoczonych, u nas jednak nie.

Psycholog – absolwent studiów psychologicznych, zwykle jednolitych 5-letnich (jest jeszcze wersja nieco krótsza dla osób, które ukończyły inny kierunek). Absolwent studiów psychologicznych zwykle ukończył je z jakąś specjalizacją, na przykład: psychologii klinicznej, pracy, zdrowia. Oznacza to, że odbył staż i ma teoretyczną wiedzę potwierdzoną egzaminami. Jednak absolwent psychologii ze specjalizacją kliniczną oraz psycholog kliniczni to dwie różne ścieżki zawodowe. Ten ostatni, po ukończeniu studiów, musi jeszcze odbyć kilkuletnie szkolenie. Uwaga – psycholog jedynie po studiach nie powinien prowadzić psychoterapii. Może zajmować się poradnictwem, ale nie psychoterapią.

Psychoterapeuta – i teraz przechodzimy do tego, dlaczego psychoterapią może zajmować się jedynie psychoterapeuta. Jest to osoba, która jest w trakcie lub ukończyła całościowe, 4-letnie szkolenie psychoterapeutyczne. Najczęściej psychoterapeuci są również psychologami, ale niekoniecznie. Psychoterapeutą może zostać osoba o pokrewnym wykształceniu, na przykład lekarz, pielęgniarka, pedagog. Może się to zmienić, jeśli wejdzie w życie wyczekiwana przez środowisko psychoterapeutyczne ustawa. Szkolenie psychoterapeutyczne obejmuje część teoretyczną, terapię własną terapeuty (im dłuższą i głębszą, tym lepiej!) oraz pracę pod stałą i regularną superwizją. Psychoterapeuta musi również pracować  zgodnie z kodeksem etycznym szkoły, w której się uczy. Szkolenia terapeutyczne kończą się egzaminem prowadzącym do certyfikatu. Aktualnie jednak psychoterapię mogą prowadzić również osoby będące w trakcie certyfikacji (jest to proces zwykle kilkuletni).

Decyzja o tym, do którego z tych specjalistów się udać nie jest wcale prosta ani oczywista. W idealnym świecie psychiatrzy i psychoterapeuci współpracują ze sobą. Często pacjenci trafiają do gabinetów lekarzy w takim stanie, że leki mogą im bardzo pomóc. Na pewny  etapie mogą być jedynym sposobem, żeby poczuć się lepiej. Dlatego też warto skorzystać z konsultacji lekarskiej.

Jednak choć leki bywają bardzo pomocne, często nie wystarczają. Nikt jeszcze nie opracował leku na trudności w relacjach z innymi ludźmi, na rozpadające się małżeństwo, na kłopoty z dziećmi. Mogą wyciszyć lęk, mogą poprawić nastrój, mogą pomóc spać, ale nie usuną przyczyny tych kłopotów. Wtedy warto rozważyć psychoterapię. Doświadczenie wielu osób pokazuje, że jest to jedna z najlepszych inwestycji w siebie.