Dlaczego nie iść do psychologa?

Dodano 12.5.2018

Powodów jest wiele. Poważnych i anegdotycznych. Zacznijmy od tych ostatnich. Lepiej nie iść do psychologa, ponieważ taka wizyta potwierdzi, że jestem wariatem. Trzeba być naprawdę chorym, żeby chodzić do psychologa. Kolejna sprawa to koszty. Wiadomo, że takie wizyty sa bardzo kosztowne. Gorzej niż u lekarza, bo u niego płacimy za jedną lub dwie wizyty, a do psychologa chodzi się miesiącami lub latami. Nie należy iść, bo to niesłychane, żeby płacić za przyjaźń. Albo za godzinę gadania. Można zadzwonić do koleżanki i uzyskac ten sam efekt. Nie ma sensu iść, bo psycholog i tak nie doradzi. Będzie siedział w milczeniu, a potem zgarnie pieniądze. Albo każe mi się rozwieść z mężem lub rzucić pracę. Nie warto iść, bo nikt nie jest lepszym eksprtem ode mnie niz ja sam. Więc nie, nie zapłacę, nie pójdę, nie będę mówiła.

Zanim trafimy do gabinetu terapeuty, mamy różne wyobrażenia o tym, kim jest jego właściciel oraz co się tam dzieje. Zawsze mamy jakieś oczekiwania i wyobrażenia na temat nowych miejsc i ludzi. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek, nie mając wcześniej do czynienia z psychoterapią, nie znając nikogo, kto by się tym zajmował lub sam z niej korzystał, decydował się na konsultację zupełnie bez lęku. Trzeba obcej osobie powiedzieć o sprawach, o których trudno czasami nawet myśleć. 

Na to wszystko nakładają się obiegowe wyobrażenia na temat psychoterapii, czyli właśnie przekonanie, że to "leczenie wariatów". 

Jeszcze wiele wody w wielu rzekach upłynie, zanim zaczniemy myśleć o zdrowiu psychicznym na równi z fizycznym. Można się więc bać, że podjęcie psychoterapii albo leczenie psychiatryczne będzie skutkowało wykluczeniem społecznym. Jeśli się wariatem nie było wcześniej, to teraz na pewno się już jest.

Trudno też często liczyć na wsparcie rodziny, która również musi zmierzyć z ryzykiem bycia odrzuconą lub napiętnowaną. 

Powodów, żeby omijać terapeutów szerokim łukiem jest więc wiele. A jeśli się przyjrzeć dokładniej, na pewno nie jest tak źle, żeby nie można było sobie poradzić samodzielnie. 

O co w tym chodzi?

Nancy McWilliams, amerykańska psychoanalityczka zauważa prewencyjną rolę psychoterapii. Być może na osobie, która podejmuje psychoterapię zatrzyma się pokoleniowa fala przemocy i nadużyć? Być może osoba, która jako jedyna w danej rodzinie podejmuje psychoterapię będzie też pierwszą, która odważy się przyznać, że "w domu" jednak jest jakiś problem, pierwszą, która poszuka pomocy. 

Psychoterapia nie jest przyjaźnią. Jest formą leczenia. Przyjaciele dzielą się swoimi sprawami. To dwie osoby, z których każda może chcieć wnosić do rozmowy swoje sprawy i oczekiwać reakcji. W psychoterapii mówi pacjent. Terapeuta stwarza pacjentowi przestrzeń do swobodnych poszukiwań. Mówi głównie pacjent, ponieważ to jego sesja i jego czas. Terapeuta słucha i milczy, czyli wycofuje się właśnie po to, żeby zrobić miejsce pacjentowi. Jest jednak ciągle obecny. Myśli o tym, co słyszy i oddaje pacjentowi swoje spostrzeżenia. Stara się powstrzymywać przed narzucaniem pacjentowi swoich przekonań, nie dzieli się swoim światopoglądem i nie radzi. Bo psychoterapia to nie poradnictwo. Po pierwsze dlatego, że nie ma jednej, słusznej i zawsze pomocnej dla wszystkich rady. Po drugie dlatego, że większą wartość mają samodzielnie odkryte rozwiązania niż otrzymana rada. Samodzielnie nie oznacza w samotności, w izolacji, pod przymusem. Samodzielnie to znaczy we wspierającej obecności drugiego człowieka- terapeuty.

Czasami pacjenci czekają z wizytą do momentu, kiedy czują się bardzo źle. Mają różnego rodzaju objawy i niewątpliwie cierpią. Mają też ogromne i w obliczu swojego cierpienia zrozumiałe oczekiwania wobec terapeuty. Chcą poczuć się lepiej i to jak najszybciej. Niestety, na ból psychiczny, którego źródła zwykle wcale nie są jednoznaczne, nie ma łatwego i szybkiego lekarstwa. Mechanizmy psychiczne - również te niekorzystne - są już mocno zakorzenione i zmiana ich zajmuje jakiś czas. Lepiej więc nie czekać do momentu poważnego kryzysu. 

Konsultacje poprzedzające rozpoczęcie psychoterapii mają na celu wzajemne poznanie się terapeuty i pacjenta, określenie celów wspólnej pracy (choć te często zmieniają się w trakcie pracy), wyjaśnienie, co będzie się działo w gabinecie, jakie są wzajemne oczekiwania. Konsultacje nie zobowiązują do podjęcia terapii. Warto więc dać sobie szanse. Poszukać kogoś, z kim będziemy się dobrze czuli, komu bedziemy mogli opowiedzieć o swoich sprawach i z kim będziemy dzielić nadzieję, że będzie lepiej. Bo na szczęście zwykle jest.

MEDIATORNIA

Warszawa

ul. Modlińska 129/6

03-186

k.mirecka@outlook.com

Skontaktuj się ze mną wypełniając formularz

lub napisz do mnie na facebooku: