"Tully". Bycie matką jest takie zabawne

Dodano 12.5.2018

Uwaga! Zdradzam sporą część fabuły.

Obejrzyj zwiastun

Warszawa jest obklejona plakatami filmowymi, tak jak Charlize Therone jest obklejona naklejkami dzieci. Marlo, mama trójki, jest dość realistyczna. Nocne wstawanie do niemowlęcia, bałagan w domu, rozpacz, kiedy świeżo ściągnięte mleko wylewa się z pojemnika (mamy korzystające z laktatorów doskonale znają to uczucie), posiadaczka pociążowego brzucha.  Oprócz niemowlęcia jest jeszcze dwoje starszych dzieci i pracujący mąż. Troje dzieci, z których każde ma inne potrzeby. I małżeństwo. I dom do ogarnięcia. Dobrze byłoby się jeszcze przespać, coś zjeść.

Uff, sam opis jest męczący. Aż pewnego dnia zjawia się wybawczyni – nocna opiekunka, Tully. Młoda, piękna, zwariowana, przeciwieństwo umęczonej Marlo. Pojawia się i ratuje Marlo. Nie tylko dlatego, że przejmuje od niej część obowiązków, ale również dlatego, że pokazuje Marlo inną perspektywę, przywraca dawno zapomniane pragnienia, ożywia. Jest zabawnie i lekko. Czasami Marlo ma atak paniki, innym razem wyzna, że jest w środku pusta, co Tully zrozumienie jako pustkę wynikającą z tego, że dziecko opróżniło jedną pierś.

Dopiero, kiedy wracając z nocnej imprezy pijana Marlo powoduje wypadek, przestaje być lekko. Bo wypadek ujawnia, że Tully w rzeczywistości nie istnieje. Jest wytworem psychiki Marlo, jej dawną wersją. W psychoanalizie powiedzielibyśmy, że jej odszczepioną częścią. Dziś Marlo jest matką i żoną, kobietą zaangażowaną w liczne obowiązki i w jakiś sposób martwa. Kiedyś jednak była pełna życia, odważna, swobodna i spontaniczna (jak Tully).

Marlo i jej mąż dowiadują się, że kobieta cierpi z powodu depresji poporodowej. Reżyserka filmu potwierdziła, że nie konsultowała scenariusza z psychiatrą czy psychoterapeutą. Być może dlatego Marlo dostaje błędną diagnozę. W rzeczywistości kobieta mające takie objawy wytwórcze najpewniej usłyszałaby, że cierpi z powodu psychozy poporodowej. A to już nie są przelewki.

O ile depresja poporodowa zdarza się relatywnie często (http://www.psychiatria.pl/artykul/depresja-poporodowa/2269), o tyle psychoza poporodowa jest zjawiskiem rzadszym, ale niezwykle niebezpiecznym. Ryzyko samobójstwa lub zabójstwa wzrasta znacznie. Przez cały film można współczuć Marlo. Nie ma lekko. Jest skrajnie zmęczona, niewiele śpi, nie ma czasu na własne sprawy. Rzeczywiście, macierzyństwo bywa ciężkie, ale nie aż tak ciężkie.

O poporodowych zaburzeniach nastroju trzeba mówić. Nawet jeśli młoda matka nie ma halucynacji, a „jedynie” depresję poporodową, cierpi. Macierzyństwo nie cieszy. Będąc w takim stanie można wątpić, czy kiedykolwiek zacznie być doświadczeniem przyjemnym. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że to poczucie uwięzienia, zależności od dziecka, bycia jedynie karmiącą piersią pozostanie na zawsze. Świat będzie szedł do przodu, rozwijał się, a matka utknie w zupkach i pieluszkach.

Ale może być też gorzej. Może być też tak, że zupełnie nie można spać albo jeść. Że całymi dniami towarzyszy lęk o dziecko. Albo że ono płacze całymi dniami i nie można go w żaden sposób utulić. Nie można też wyjść na spacer, spotkać się z drugim dorosłym człowiekiem. I zaczyna się myśleć, że może wszystkim byłoby lepiej, gdyby mnie nie było. Może nawet dziecko miałoby lepiej.

Okres poporodowy jest szczególny. Naprawdę szczególny, nie jest to tylko gra słów. Zmiany następują z dnia na dzień i są totalne. To już wystarczy, żeby zaburzyć osobę mającą trudności w akceptowaniu zmian.

Jest to też czas, kiedy jesteśmy we niezwykłej współzależności z drugą osobą. Jest to zależność niemal całkowita przez pierwsze miesiące życia dziecka. Już kiedyś jej doświadczyliśmy – we własnym niemowlęctwie. Z jakiegoś powodu w powszechnym przekonaniu niemowlęta nie mają zdolności zapamiętywania, odczuwania, przeżywania. Są proste w obsłudze – wydalają, jedzą i śpią. No i płaczą. Bo tak.

Nic bardziej mylnego. Dlatego też przebywanie z niemowlęciem budzi w dorosłych dawno zapomniane, nigdy nie nazwane uczucia i emocje. Bo taka jest trudność niemowlęctwa – jest to okres przedwerbalny. Nie można o tym opowiedzieć, nie można nazwać, trudno też zmienić. Bycie z niemowlęciem również w dorosłych ożywia te uczucia. Wspomnienie tamtej zależności często jest nieprzyjemne. Bo bycie zależnym od kogoś (tak jak niemowlę od dorosłego) to sytuacja, kiedy ktoś inny musi zmienić pieluszkę (żeby nie było mokro lub żeby skóra nie szczypała), ktoś inny musi nakarmić (w przeciwnym razie można umrzeć), ktoś musi przytulić, kiedy niemowlę się przestraszy.

Matka jest więc w roli osoby, która dosłownie dba o to, żeby jej dziecko przeżyło, a z drugiej strony mierzy się z własnymi wspomnieniami, nie zawsze przyjemnymi. Bo przecież nie zawsze udaje się zmienić pieluszkę na tyle szybko, żeby dziecko nie odczuło dyskomfortu, nie zawsze poda mu się jedzenie na czas. Bywa że musi poczekać i to jest normalne. Normalna w życiu jest frustracja, ale też musimy się nauczyć ją znosić. Może być więc tak, że dziecko, nawet bardzo zaopiekowane i kochane, będzie przeżywało zawód i rozczarowanie. Będzie więc płakało, złościło się, krzyczało i sprawiało wrażenie, że nikt (a zwłaszcza matka) nie jest w stanie go utulić. A matka musi to wszystko w sobie pomieszczać. I to nie jest łatwe ani miłe. Jest tym trudniej, im mniej dobrych doświadczeń bycia zaopiekowaną i słuchaną ma sama matka, im mniej siebie zna, im mniej ma do siebie i swoich potrzeb szacunku. A jeśli nie ma go dla siebie, nie może go dać dziecku.

Dlatego okres okołoporodowy jest dobry moment, żeby poszukać pomocy. Wiele tematów się wówczas otwiera. Matka, rozpoczynając terapię, pomaga sobie, ale długoterminowo również swoim dzieciom.

Jeśli kobieta w okresie okołoporodowym cierpi z powodu depresji, może brać leki. Nie musi rezygnować z karmienia piersią. Psychiatrzy zwykle mają tego świadomość i potrafią dobrać leki w żaden sposób nie szkodzące niemowlęciu.

Może też rozpocząć psychoterapię. I jeśli trzeba, przychodzić na sesje z dzieckiem.

MEDIATORNIA

Warszawa

ul. Modlińska 129/6

03-186

k.mirecka@outlook.com

Skontaktuj się ze mną wypełniając formularz

lub napisz do mnie na facebooku: