Jakby połowa pacjenta była w terapii

Jednym z głównych zarzutów wobec terapii jest to, że nie można zbadać jej skuteczności. To plus doświadczenia osób niezadowolonych z przebiegu leczenia skutkuje wnioskiem, że psychoterapia (a zwłaszcza psychoterapia analityczna) są stratą czasu i pieniędzy.

Terapia jest leczeniem. Rozpoczynają ją ludzie, którzy z jakiegoś powodu czują się nieszczęśliwi, zablokowani, tkwiący w nieszczęśliwych relacjach i sytuacjach, zmagający się z różnorodnymi objawami. Do psychoterapeuty nie przychodzą ludzie szczęśliwi. Dlatego to ważne, żebyśmy lepiej rozumieli, co czasami idzie nie tak w procesie terapeutycznym. Bo że tak się zdarza, to pewne. Każdy, najbardziej doświadczony i mądry terapeuta miał pacjentów, którzy zakończyli pracę bez poczucia poprawy lub w gorszym stanie niż zaczynali. Odejść z terapii czując się gorzej niż na początku to kiepska sytuacja. Bywa, że o terapii myśli się jak o ostatniej desce ratunku i jeśli ta zawiedzie, człowiek ma prawo czuć się podle. Co więc zawodzi? Co się dzieje lub nie dzieje?

Ciekawe badania przeprowadzono na uniwersytecie w Sztokholmie. Terapeuci zostali poproszeni o opowiedzenie o „nieudanych procesach” (ten cudzysłów nie jest przypadkowy, jeszcze do rozumienia nieudanego wrócę). Omówiono 8 tego typu procesów. We wszystkich przypadkach pacjentki – kobiety poniżej 26 roku życia – nie doświadczyły poprawy, a w trzech nawet czuły się gorzej. Powodem zgłoszenia się do terapii (psychoanalitycznej) były takie objawy jak depresja, lęk oraz niska samoocena. Terapeutki z kolei (również jedynie kobiety) miały średnio 53 lata, różny staż pracy oraz wiele sukcesów w prowadzeniu psychoterapii na koncie.

Badaczom zauważyli, że to co powtarzało się we wszystkich tych nieudanych procesach to entuzjazm terapeutki, jej poczucie, że pacjentce można pomóc, po którym następowało stopniowe wycofywanie się pacjentki. Z perspektywy psychoanalitycznej można to wytłumaczyć w ten sposób, że terapeuta buduje przymierze z tą częścią pacjenta, która jest otwarta, chętna do pracy i zmiany, refleksyjna i pełna nadziei. Jednak z jakiegoś powodu nie można zobaczyć i poczuć drugiej strony pacjenta – wycofanej, przestraszonej, przerażonej zmianą, a czasami zapiekłej w swoim cierpieniu. Niedocenie tej drugiej strony może skutkować tym, że proces terapii się nie powiedzie.

Co to oznacza mówiąc po ludzku? Na przykład przychodzi do terapeuty człowiek pogrążony w depresji, doświadczający złego traktowania w pracy, mówi o wypaleniu zawodowym, żali się na współpracowników. Chciałby zacząć czuć się lepiej, spać normalnie, wtedy mógłby zmienić pracę. I teraz, jeśli zaczniemy pracować jedynie z tym, co widać, jeśli zajmiemy się wyłącznie objawami może się okazać, że pacjent rzeczywiście poczuje się lepiej (pewnie i tak by się poczuł, z terapią, lekami lub bez), znajdzie inną pracę i za dwa lata znajdzie się w bardzo podobnym punkcie życia – ludzie wokół będą źli, praca beznadziejna, doba stanie się bardzo długa i bezsenna. Jeśli natomiast objawy nie ustępują można się zastanawiać, czy jednak nie pełnią ważnej funkcji, czy jakoś człowieka nie chronią przed jeszcze większym cierpieniem. Być może poczucie nudy i wypalenia maskuje agresję. Być może lepiej jest czuć, że jest się słabym i bezbronnym niż uznać, że jest się też wściekłym. Że może ludzie, z którymi spotykamy są dla nas niemili, ale my również ich szczerze nie znosimy. Być może nie można zmienić pracy, bo wtedy trzeba by się skonfrontować z sukcesem, trzeba by stać lepszym niż ojciec, zrobić coś, na co on się nie odważył.

Żeby się wreszcie leczyć skutecznie, trzeba stworzyć więź z terapeutów, być z nią lub z nią w relacji. A to z kolei może być wiele nieprzyjemnych uczuć i dawno zagrzebanych wspomnień. Być w relacji to być słabym, zależnym, uznającym zasady narzucane przez drugą osobę. To czasami możliwość negocjowania, a czasami nie. To wreszcie ryzyko, że tamta osoba zniknie, odejdzie, wyjedzie, zmieni miejsce pracy, zajdzie w ciąże i będzie musiała przerwać terapię. I tak dalej, i tak dalej.

Wiele jest powodów, dla których terapia się nie udaje. Tak jak wiele jest niewidocznych na pierwszy rzut oka powodów, które skutkują objawami. Każdy człowiek ma jakąś historię, którą wnosi do terapii. Dlatego też ten sam objaw będzie oznaczał coś innego u różnych ludzi. I jeśli jesteśmy choć trochę ciekawi, mam nadzieję na zmianę (znowu- choćby niewielką) i zdolność do wytrzymywania frustracji, terapia zwykle okazuje się fantastyczną podróżą.

badania


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *